Nowe warianty koronawirusa SARS-CoV-2 – czy powinny wzbudzać u nas obawy?

Koronawirus grafika

Od kilku tygodni w mediach co raz pojawiają się informacje o nowych mutantach czy też nowych wariantach genetycznych koronawirusa SARS-CoV-2. Czy jest to coś nowego? TAK… Czy jest to coś niezwykłego? NIE… Cechą każdego z wirusów po wniknięciu do wrażliwej komórki jest bowiem zdolność do zmienności genetycznej, a co za tym idzie do mutacji. Tak więc wirusy – a wśród nich i SARS-CoV-2 – mutowały, mutują i będą mutować. Taka już ich natura… Jest normalnym zjawiskiem, że wirusy wykazują zmienność na poziomie materiału genetycznego, szczególnie gdy zakażenia dotyczą dużej liczby osób, jak w przypadku pandemii COVID-19. Dlaczego tak się dzieje? Podczas namnażania materiału genetycznego wirusów enzymy odpowiedzialne za ten proces – nazywane polimerazami łatwo się mylą. Przypadkowe zmiany tego typu w materiale genetycznym nazywamy mutacjami. Występują one spontanicznie i zazwyczaj nie wpływają na działanie wirusa, stąd też bywają nazywane mutacjami „cichymi”. Oczywiście niektóre z nich skutkują drobnymi zmianami w łańcuchach kodowanych białek wirusowych, co czasem może wpływać na ich budowę lub funkcjonowanie wirusa, chociażby przez zwiększenie tempa jego replikacji.

Akurat fakt, że kolejny z nowych wariantów SARS-CoV-2 wykryto na terenie Wielkiej Brytanii, nie powinien być też dla nas wielkim zaskoczeniem, bowiem tam właśnie prowadzi się najszerzej zakrojone w Europie badania koronawirusa. Sekwencjonowanie genomów przeprowadza się w około 10% przypadków izolacji wirusa. To bardzo dużo, gdyż jeśli inne kraje postępowałyby analogicznie, kolejne nowe warianty SARS-CoV-2 byłyby wykrywane jeszcze szybciej. Nie powinno to jednak być powodem do niepokoju. Przede wszystkim dlatego, iż identyfikacja nowego wariantu wirusa nie oznacza w najmniejszym stopniu, że mamy do czynienia z jakimkolwiek „nowym koronawirusem”. Izolowane warianty nadal są koronawirusem SARS-CoV-2. Nie może także być mowy o tym, że mamy do czynienia z jakimś „nowym szczepem”, bowiem wymagałoby to daleko większych zmian w materiale genetycznym koronawirusa. Mass-media często nieprawidłowo i zamiennie używają pojęć takich, jak gatunek, szczep, wariant i mutacja, a tak być nie może, bowiem nie są one tożsame.

Mutacje i warianty wirusów można identyfikować poprzez sekwencjonowanie całego wirusowego genomu z wybranych próbek klinicznych czy też izolatów SARS-CoV-2, a później za pomocą porównywania uzyskanych wyników do obecnych już w dostępnych bazach danych. Te nowo stwierdzone mutacje i warianty o charakterystycznym dla nich układzie otrzymują własne nazwy. W ten sposób powstają wirusowe drzewa filogenetyczne, które pomagają także szacować szybkość zmian genomu SARS-CoV-2 oraz śledzić, jak jego poszczególne warianty rozprzestrzeniają się w różnych regionach świata. „Brytyjski” wariant oznaczony jako B.1.1.7 nagromadził w swoim genomie aż 17 różnych mutacji prowadzących do zmiany aminokwasu w strukturze rozmaitych białek koronawirusa. Dziewięć z nich dotyczy białka kolca (S protein), które jest niezbędne w procesie zakażania wrażliwych komórek, a co za tym idzie, powszechnie wykorzystywanego w opracowywaniu szczepionek przeciwko SARS-CoV-2. Do końca 2020 r. obecność tego wariantu potwierdzono w ponad 30 krajach, w tym także w Polsce. Pocieszającym jest fakt, że szczepionki mRNA firm Pfizer czy Moderna nadal wykazują wysoką skuteczność przeciwko temu wariantowi wirusa. Kolejny wariant, znany jako 501.V2 lub wariant „południowoafrykański”, skumulował ponad 20 mutacji. Charakteryzuje się on, podobnie jak wariant „brytyjski”, mutacją która umożliwia ściślejsze wiązanie białka kolca z receptorem ACE2, który jest punktem wejścia wirusa do ludzkich komórek. Wyróżniają go także inne mutacje dotyczące genu białka S, a dokładniej miejsca wiążącego receptor, czyli jego najważniejszego regionu. Obie te mutacje są niepokojące, bowiem mogą utrudniać rozpoznawanie antygenu przez przeciwciała. Spowodowało to znaczące obniżenie skuteczności szczepionki Astra/Zeneca oraz mniejsze w przypadku preparatów Pfizera i Moderny.

Oczywiście by w pełni móc ocenić skalę problemu należy poczekać na wyniki nowych badań klinicznych szczepionek. Natomiast jeśli ktoś w międzyczasie będzie mógł się zaszczepić przeciwko SARS-CoV-2, powinien to zrobić! Bowiem zawsze lepsza jest nawet umiarkowana protekcja poszczepienna, niż żadna. Warto też pamiętać, że sama technologia produkcji szczepionek mRNA pozwala na bardzo szybką reakcję na pojawienie się nowych wariantów wirusa. Stosując drukarki RNA będzie bardzo łatwo zmodyfikować stosowny odcinek mRNA kodującego nowy wariant białka S, a co za tym idzie wyprodukować nową szczepionkę.

Tak więc, nie ma powodów do ulegania medialnemu szumowi. Bardzo dobrze, że nowe warianty SARS-CoV-2 są badane na całym świecie, bowiem umożliwia to wychwycenie mutacji na tyle wcześnie, by rozpocząć stosowne badania i sprawdzić, jakie niosą ze sobą ryzyko. Dlatego też, gdy w budowie koronawirusa pojawi się coś, co może naprawdę wzbudzać niepokój, będzie można szybko zareagować, poprzez stworzenie kolejnej wersji szczepionki.

Dr hab. n. med. Tomasz Dzieciątkowski

Warto przeczytać: